dudinka blog

o wszystkim naraz

gdybyś tylko była inna.
gdybyś tylko była inna to
one by nie odeszły, nie zrezygnowały
gdybyś tylko była inna to
tamten nie odrzuciłby wszystkiego ot tak
gdybyś tylko była inna to
on nie zrobiłby tego, co zrobił
i nie musiałabyś teraz wyć z bólu.

problem nie leży w świecie.
problemem jesteś ty.
ty sama.

masz butelkę i farmakologiczny odjazd,
masz wszystko co już miałaś
i od czego tak bardzo chciałaś uciec.
masz to, na co najwyraźniej zasługujesz.

Brak komentarzy

złamało mi się.
złamało mi się serce.

strach.

Brak komentarzy

jak ja się strasznie boję.
jak ja się przeraźliwie boję.
a jeśli coś? jak wytrzymać jeszcze te 7 długich dni?
nieustannie siedząc w temacie? nieustannie oglądając skutki?
bo co, jeśli coś?
przecież to byłby koniec wszystkiego.

home alone.

Brak komentarzy

było trochę tego obawiania się, mimo wszystko.
a teraz nie czuję nic.
trochę ulgi, trochę spokoju.

i złość, dużo złości, nieukierunkowanej, czasem jeszcze ta złość.

i to, że tylko tyle czuję, że aż tyle nie czuję, uświadamia mi, że ja wszystko potrafiłabym zniszczyć.

i got a stone where my heart should be.

coraz bliżej.

Brak komentarzy

coraz bliżej, coraz więcej nerwowości, przypadkowości.
przedwczoraj tak gniewnie, tyle ciosów brutalnie celnych
tyle złości, tyle zapalczywości, tyle wojny o bezsensowne sprawy.
tyle, że pierwszy raz od wielu lat znów to sobie zrobiłam.
natychmiastowa ulga, natychmiastowy spokój.
kilka chwil później otrzeźwienie i ogromny wstyd
i kolejna czerwona ostrzegawcza lampka, którą zignoruję.

ani trochę nie-polepiona.
orkiestra wciąż grać razem nie daje rady.
człowiek-dysonans.

Brak komentarzy

czy musi codziennie boleć?

jestem z powrotem po blisko trzech miesiącach.

tyle mi zajęło przejście od stanu delikatnego szoku, przez lekkie zaskoczenie, do solidnej obojętności.

do snu o obcinaniu włosów, do akceptacji, do tego, że ‚co było a nie jest..’.

po drodze było duże zaskoczenie, coś jak powrót do przeszłości, tylko przeszłości w nowej odsłonie, może lżejszej, może lepszej?

 

z nim nie najlepiej, u mnie straszna dychotomia.

raz taki mocny lęk, że nie chcę, żeby jechał, bo wiem jak będzie.

wiem, że aż za dobrze się odnajduję w pojedynczości, wiem, co to ze sobą niesie.

drugi raz nawet trochę na to czekam, że zaznam trochę spokoju

że nie będzie tego złego spojrzenia, warczenia na wszystko, ciągłego biadolenia.

 

sama nie ułatwiam, dobrze mówiła Osiecka

‚chwilami zazdroszczę im takiego codziennego nudnego szczęścia, tylko z tego powodu, że są razem i patrzą na rośliny.

ja nigdy nikomu nie umiałam dać spokoju. sobie też nie.’

ten początek maja to jakiś diabelski młyn
z góry na dół, z góry na dół
on mówi, że nie może tego wytrzymać a ja się mu wcale nie dziwię

‚zostań, nie szukaj już gdzieś daleko tego co masz tu’

z rzeczy różnych to tamten wciąż nie daje spokoju
i gmatwa, i zabiera spokój wciąż jeszcze
ale z każdym dniem lepiej, coraz bliżej zamknięcia i tego tematu

zostałam też oficjalnie wpisana na listę życiowych pomyłek
co mogłoby być w jakiś sposób przykre
ale jednak jest tylko trochę żałosne
bo w tym przypadku też się okazało, że można dwóm stronom mówić różne rzeczy, byleby każdą utrzymać w jakichś złudzeniach
ale przecież sam kiedyś się przyznał do straszliwego tchórzostwa i tego, że łatwe i nieskomplikowane sprawdza się lepiej
więc ja się cieszę, że ono sprawdza się lepiej i że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo koniec końców każdy wyszedł na tym dobrze

‚nie ma we mnie miłości, ktoś tu był przed tobą’

Ma. mówi, że rozumie mój dziwny stan bo sama przeżywałaby dokładnie to samo. ale ona mówi też, że to do zniesienia gdy Pi. przegląda jej wiadomości, robi awantury, szantażuje, więc nie wiem czy jej wierzyć
mówi, ale moja koncepcja wygaszania obwodów neuronalnych, którą wzięłam od Michela H. jednak ją bardzo przekonuje, choć nie wróży mi sukcesu, skoro po 3 dniach wygaszania mój obwód nakazał mi wypić butelkę wina na raz
a on jak zwykle nic nie zauważa, lub nie pokazuje, że zauważa, nie wiem co gorsze, czy że nie patrzy czy że nie ma odwagi

‚chciałabym, byśmy więcej rozmawiali’
‚przestań rzucać takie uwagi, jeśli masz coś konkretnego do powiedzenia to powiedz. odpowiem ci. ja nic nie mówię, bo nie mam nic do powiedzenia’
i zaraz potem
‚tylko nie zrozum tego opacznie!’
rozumiem to dobrze, przynajmniej jedno z nas nie sili się na udawanie

‚kłamałem więcej niż kiedykolwiek chciałbym przyznać
a w moich żyłach płynęła krew zimniejsza niż stal
dlatego dzisiaj jestem całkiem sam
mój nieznajomy, czy widzisz to co ja?
jak to możliwe, że ktokolwiek ufał mi
może nieszczery, lecz nigdy tak jak dziś
to samo miejsce, ten sam zmęczony strach
wśród tłumu ludzi, odbijam się od dna’

i tym optymistycznym akcentem zamykam ten pojebany tydzień.
nie będą mi tu maluczcy bruździć w rozumie więcej.

dziwność

Brak komentarzy

po pierwsze to już coraz bliżej końca kolejnego roku wysiłku a ja wcale nie jestem bliżej jakichkolwiek decyzji i wcale nie jestem pewniejsza dobrze dokonanego wyboru

po drugie to niby wszystko jakoś tam, niby całkiem fajnie między nami, ale czegoś nieodmiennie bardzo brakuje. a może to już całe moje zasoby bliskości po prostu szlag trafił i to nieodwołalnie i już nic z nas nie będzie?

po trzecie piękne podróże, doświadczenia i wspomnienia. portugalskie słońce i belgijskie deszczośniegi, a w perspektywie kilku tygodni dębki-dębeczki, gdzie może jak zwykle osiągnę komunię z tymi aspektami własnej osobowości, które zazwyczaj percepują sobie rzeczywistość autonomicznie i niezależnie, psując mi moją udawaną spójność i ogarnianie

po czwarte poczucie ogromnej dziwności związanej z rewelacją dnia niedawnego, bo jakiejś części coś tam się wciąż wydawało i to było trochę jak zimny, lodowaty, acz jak najbardziej spodziewany, prysznic. chyba po prostu jakaś część myślała, że on i ona to jakieś dla nas fazy przejściowe. tylko, że jedno poszło już dawno o krok dalej a drugie chyba nie do końca zdawało sobie sprawę z prawdziwości tego kroku

po piąte silne postanowienie panowania nad sobą, bo w przeciwnym wypadku zostanie mi już tylko moje własne towarzystwo, co przy moim przedziwnym charakterze jest zupełnie niewskazane.

tyle na podsumowanie marca i kwietnia i jako zapowiedź maja.

poziom życiowego zadowolenia wysoki
wszystko do przodu, przede mną kolejny semestr wysiłku, ale to jeszcze nie teraz
jest wypoczynek, świetna pogoda
jest obietnica portugalskiego słońca za miesiąc z kawałkiem
są piękne tulipany
jest dużo książek i czas na czytanie
jest prawie wszystko na swoim miejscu

zawsze chcę więcej.

nie masz nic, czego bym chciała
i czego nie miałabym wcześniej
to na czym ci zbywa to zdecydowany brak klasy
i tupet graniczący z głupotą
who needs that?


  • RSS